13 grudnia 2014

Rozdział 17.

Na tą melodię trafiłam dzisiaj, całkiem przypadkiem. Ale pasuje tutaj idealnie - KLIK -

Dwa tygodnie później, stoję na środku pokoju i panuje ogólne zamieszanie. Jestem zestresowana, mam ściśnięty żołądek i próbuję się rozluźnić. Ana i Sara, siostra Jasona, które obie są druhnami, krzątają się obok mnie, poprawiają sukienkę, włosy a ja mocno zaciskam usta. Chce mi się płakać... to nierealne, że wychodzę za mąż! Za nie całą godzinę, poślubię mężczyznę, którego tak cholernie mocno kocham. Jak do tego doszło?! Tyle przeszliśmy w naszym związku... były wzloty, upadki i chwile naprawdę złe. Mimo wszystko przetrwaliśmy to i myślę nawet, czy po prostu takie jest nasze przeznaczenie. Nic nas nie rozdzieliło, więc może mamy szansę na szczęśliwe życie?
- Jak tam dziewczyny? Musicie się pośpieszyć, kończy nam się czas! - głos mojej mamy wyrywa mnie z rozmyśleń i wracam na ziemię. Do pokoju wchodzi również mama Justina, która patrzy na mnie z rozczuleniem i przykłada dłonie do ust. Boże! To mi nie pomaga i zaraz sama się rozkleję - Wyglądasz cudownie, córeczko.
- Mamo... zaraz sama się rozbeczę, wiesz? - zaciskam usta i wachluję się dłonią.
- Emma, tylko nie to! - Ana pochodzi do mnie i układa dłonie na moich ramionach - Nie możesz płakać, zrozumiano? Masz idealny makijaż! Błagam, nie rób mi tego! - chichoczę przez łzy i cmokam ją w policzek.
- Naprawdę musimy już wychodzić, dziewczyny! - mama pilnuje czasu, ale faktycznie powoli nam się kończy - Zostało nam zaledwie - spogląda na zegarek i uchyla usta - Cholera, czterdzieści minut! Raz, dwa! 
- Jeszcze to! - Ana wręcza mi bukiecik z blado różowych róż i mruga pocieszająco - No to idziemy, Pani Hall - och!
- Boże, Ana! Przerażasz mnie - kręcę głową, ale szczerzę się jak wariatka.

Droga pod kościół nie zajmuje nam wiele czasu, jest dość blisko i docieramy na miejsce w dziesięć minut. Nie widziałam Jasona od wczoraj i może to dziwne, ale bardzo za nim tęsknię. Jednak Ana zabroniła nam być ze sobą przed ślubem, ponoć to przynosi pecha. Jason natychmiast ją wyśmiał, ale ja się nie sprzeciwiałam. Dzięki temu czułam w sercu dreszcz emocji, podniecenie i ta noc osobno dobrze nam zrobiła. 
- Pomogę Ci - Ana podaje mi dłoń i wychodzę z samochodu. Jest mnóstwo gości pod kościołem i dopiero, kiedy mnie widzą, bardzo powoli zaczynają wchodzić do środka. Uśmiechają się szeroko i podziwiają moją sukienkę. Jestem nieco skrępowana, bo jakoś nigdy nie lubiłam być w centrum uwagi - No dobrze, skup się - Ana chwyta mnie za ramiona - Odpłynęłaś, wiesz? - kręci głową, ale uśmiecha się szeroko - Nie rób tego, kiedy będziesz składać przysięgę, ok? Wystarczysz Jasona - prycha rozbawiona i przewraca oczami. Bardzo zabawne!
- Postaram się, ale niczego nie mogę obiecać - mrugam zadziornie i wystawiam jej język.
- Boże, Em... wyglądasz przepięknie! - widzę łzy w jej oczach i mój brzuch natychmiast się zaciska - Nawet nie wiesz, jak bardzo jestem wzruszona i szczęśliwa - przytula mnie delikatnie do siebie i głaszcze po plecach - Naprawdę cieszę się z całego serca, że udało wam się to wszystko przetrwać z Jasonem, bierzecie ślub i będziecie mieli dziecko! To niewiarygodne, jak potoczyło się Twoje życie. Jesteś przecież taka młoda!
- Wiem... - mówię cicho i spuszczam wzrok na kwiaty, które trzymam w dłoni - Ale wiesz, co? Niczego bym nie zmieniła - podnoszę głowę i pojedyncza łza spływa po moim policzku.

Kiedy nadchodzi godzina piętnasta, przystaję przy wejściu do kościoła i podchodzi do mnie tata. Wystawiam do niego dłoń, chwytam go pod ramię i posyła mi szeroki uśmiech. Moi rodzice byli szczerze zaskoczeni tym, jak to szybko się potoczyło. Jednak nigdy nie dali nam do zrozumienia, że zachowaliśmy się jak para gówniarzy. Byli dumni z Jasona, z tego, że zachował się tak dojrzale, odpowiedzialnie i zaopiekował się mną. 
- Jesteś gotowa, córeczko? - słyszę cichy głos taty i muszę mocno zacisnąć usta.
- Tak... jestem gotowa - uśmiecham się do niego, ale bardzo chce mi się płakać.
W kościele rozbrzmiewa cudowna pieśń i zaczynamy iść w stronę ołtarza. Wszyscy goście wstają ze swoich miejsc i bacznie nas obserwują. Jednak moje spojrzenie utkwione jest w mężczyźnie, który stoi pod ołtarzem w cudownym, czarnym, dopasowanym garniturze i patrzy wprost na mnie. Łzy na siłę cisną mi się do oczu, ale odganiam je szybko. Nie mogę teraz płakać, to jeszcze nie ten czas. Widzę, jak cudownie się do mnie uśmiecha i kiedy jesteśmy już blisko, wymieniają z moim tatą uścisk dłoni i przytulają się po męsku, rozczula mnie ten widok cholernie. Tata przechodzi na swoje miejsce, Jason wystawia do mnie swoją dłoń i podchodzę do niego. Patrzy na mnie z taką czułością w oczach, jakby widział mnie pierwszy raz w życiu. Stoimy naprzeciwko siebie, ale żadne z nas się nie rusza. Wpatrujemy się w siebie i doskonale wiem, że powinniśmy usiąść, ale ani ja, ani Jason nie wykonujemy najmniejszego ruchu. Codziennie dociera do mnie, jak bardzo kocham tego człowieka. Nie wiem czy to w ogóle jest możliwe, ale każdego dnia moja miłość do niego jest coraz większa. Jest dla mnie najważniejszy na świecie, tak samo jak to dzieciątko, które noszę w sobie... owoc naszej miłości.
- Emma - głos Any sprowadza mnie na ziemię. Dotyka mojego ramienia, przekręcam głową i widzę jej spojrzenie. Pokazuje mi oczami, abyśmy się wreszcie ruszyli. Chrząkam i przytakuję - No nareszcie.
Podchodzimy do naszych miejsc, odmawiamy modlitwę i ksiądz zaczyna mszę.

Trzymam się dzielnie praktycznie przez cały czas, ukradkiem spoglądamy na siebie z Jasonem i zachowujemy się jak nienormalnie w sobie zakochani. Co jest z nami nie tak? Jednak, kiedy przychodzi moment złożenia przysięgi, mój głos łamie się już przy pierwszy słowach. Ogarniam się szybko, przełykam ślinę, oddycham głęboko i resztę mówię już twardym, ale czułym głosem. Po przysiędze zakładamy sobie obrączki i kiedy widzę, jak Jason całuję moją zanim wkłada ją na mój palec, czuję łzy na policzkach i to, jak zamazują mi widok. Mój mąż dzielnie ociera je swoimi palcami i dodaje mi otuchy spojrzeniem. Również całuję swoją obrączkę i wkładam ją na jego palec.
- Jesteście mężem i żoną - mówi ksiądz, a ja uśmiecham się szeroko - Możecie się pocałować.
Jason od razu bierze moją głowę w swoje dłonie i składa na moich ustach namiętny pocałunek. Wszyscy zaczynają bić brawo, a my całujemy się jakby jutra miało nie być. Zarzucam ramiona na jego szyję i czuję, jak Jason przechyla mnie do tyłu. Uśmiecham się szeroko, odrywam od jego ust i widzę jego piękną twarz, którą również rozświetla cudowny uśmiech. Boże! Czy to dzieje się naprawdę?!

Kiedy wychodzimy przed kościół, spływają na nas płatki czerwonych i białych róż, mnóstwo ryżu i konfetti. Jest cudownie i nie mogłam wymarzyć sobie lepszego ślubu. Jednak, kiedy docieramy do sali, praktycznie opada mi szczęka. Tak, Jason nie pozwolił zobaczyć mi jej wcześniej, sam się tym zajął i chciał zrobić mi niespodziankę. Jest przepięknie! Sala jest ogromna, cudownie udekorowana w kolorze ecru, czym jestem totalnie zachwycona! Mój styl, moje kolory i doskonale wiedział, co zrobić, aby mi się podobało. Uśmiecham się do niego, ale on porywa mnie w swoje ramiona i przenosi przez próg. Kiwam głową i całuję go w usta.

Przyjęcie mija szybko, ZA szybko... toasty, pocałunki, życzenia. Atmosfera jest cudowna, tańczę praktycznie cały czas i jestem zaskoczona tym, jak tak świetnie się czuję. Nie męczą mnie mdłości, nic mnie nie boli i nawet nie jestem zmęczona. Chyba dzidziuś doskonale wie, jak cudowny jest dzisiaj dzień i po prostu poszedł grzecznie spać. Jestem z tego powodu bardzo zadowolona, bo obawiałam się bardzo jak to będzie wyglądało.
- Pamiętasz ślub moim rodziców? - z zamyślenia wyrywa mnie głos Jasona, kiedy tańczymy wolny kawałek mocno w siebie wtuleni. Odchylam głowę i przytakuję głową. Tak... to był cudowny dzień, mimo moich obolałych żeber.


*wspomnienie*
- Wiesz... - szepcze do mojego ucha i pociera delikatnie moje plecy - Jak siedziałem obok moich rodziców przy ołtarzu, to sobie pomyślałem... - przerywa na chwilę i patrzy mi w oczy. 
- O czym? - pytam cicho. 
- O tym... - widzę, że ciężko mu to powiedzieć. 
- No dalej, Kochanie - uśmiecham się do niego pocieszająco. Oddycha głęboko, zamyka na chwilę oczy, ale po chwili otwiera je i nabiera odwagi. 
- Chciałbym, żebyś została moją żoną - o kurwa! Zatyka mnie tym i totalnie się tego nie spodziewałam. To, że ja o tym pomyślałam to całkiem normalne. Jestem dziewczyną, a dziewczyny marzą o bajkowym ślubie. Ale on? Patrzę mu w oczy i widzę w nich wszystko. Troskę, bezpieczeństwo, całą miłość, którą mi daje. Wiem na dzień dzisiejszy, że chcę tylko jego! - Powiedz coś... - mówi nagle i wyrywa mnie z zamyślenia. 
- Nie wiem co mam powiedzieć, Skarbie. Zatkało mnie - uśmiecham się niepewnie do niego. 
- Najlepiej, co myślisz o tym, co powiedziałem. 
- Kocham Cię... chcę być z Tobą do końca życia i o jeden dzień dłużej - cmokam go czule w usta. 
- No to załatwione! Kiedy się pobieramy? - szczerzy się jak wariat! 
- Boże, Jace! Opanuj się - kiwam głową, ale również uśmiecham się radośnie. 
- Skoro mam Twoją zgodę... - głaszcze mnie czule kciukiem po policzku. 
- Masz... ale wszystko w swoim czasie, tak? - patrzy na mnie i marszczy czoło - Ty tak na poważnie? - zaczynam się lekko obawiać, ups! 
- No pewnie! - mruga do mnie - Pozwolę Ci skończyć szkołę, ale później porywam Cię przed ołtarz i koniecznie musisz złożyć przysięgę. Spodobała mi się wiesz, ta część, „że cię nie opuszczę aż do śmierci” - och! 
- Jesteśmy ze sobą tak krótko, Jace - dotykam palcami jego policzka i patrzę na niego z rozczuleniem. 
- Czy to ma jakieś znaczenie? Szaleję za Tobą! Kocham Cię do cholery, dziecinko! Nie pragnę niczego innego tak bardzo, jak Ciebie! - o mamuniu! 
Czuję jak moje serce przyśpiesza swoje bicie, na jego cudowne słowa. 
- Wiem... mam tak samo - patrzę mu w oczy i przygryzam wargę. 
- Będziesz moją żoną, zobaczysz - mówi pewnie i przejeżdża kciukiem po moich ustach, jednak widzę rozczulenie w jego oczach - Zrobię wszystko, aby tak było - rany! Czy to sen? 
- Jace... - zaczynam cichutko, ale od razu mi przerywa. 
- Ciii... - uśmiecha się uroczo i składa pocałunek na moich ustach - Jesteś moja, Kotku... na zawsze.
*koniec*



- Mówiłem wtedy, że zostaniesz moją żoną - dotyka z rozczuleniem mojego policzka i uśmiecha się uroczo - I jesteś nią - opiera swoje czoło o moje i zamyka na moment oczy. Kiedy je otwiera, widzę w nich ogromną miłość i w moje serce wlewa się ciepło - Wyglądasz cudownie, Skarbie - oddycha głęboko i kiwa głową. Nie widział sukienki wcześniej, Ana nigdy by do tego nie dopuściła - Próbowałem tysiąc razy wyobrazić sobie Ciebie, jak idziesz w stronę ołtarza, ale to, co zobaczyłem, przerosło wszystko. Jesteś idealna, wiesz? - jezu! - Kocham Cię najmocniej na świecie, Em. Pamiętaj o tym zawsze, Kochanie. Zrobię dla Ciebie wszystko, tak samo jak dla naszego dziecka - to dla mnie zbyt wiele i czuję łzy na policzkach. Nie wiem, jakim cudem to wszystko się udało, jesteśmy ze sobą, na dodatek właśnie wzięliśmy ślub, a jesteśmy tacy młodzi, cholera.
- Ja Ciebie też kocham - uśmiecham się do niego i czuję, jak ociera moje łzy.
- Nie płacz, głuptasie. Zniszczysz sobie makijaż - chichoczę przez łzy i mocno się do niego tulę.

Po kilku dniach, które mijają od naszego ślubu, Jason zabiera mnie na wycieczkę. Zorganizował wszystko w tajemnicy i naprawdę nie wiedziałam nawet, dokąd lecimy. Nawet po wylądowaniu zasłonił mi oczy i nie pozwolił podejrzeć. Dopiero, kiedy wyjechaliśmy na miasto, zorientowałam się gdzie jesteśmy!
- Naprawdę zabrałeś mnie do Paryża?! - piszczę, kiedy mijamy właśnie wieżę Eiffla.
- Już na początku naszego związku chciałem Cię zabrać, ale zbyt wiele się działo. Teraz to nadrabiam Kochanie. Mamy dla siebie całe, cudowne dwa tygodnie - porusza zabawnie brwiami i wygląda tak uroczo.
- Wow! Jestem pod wrażeniem - uśmiecham się szeroko, ale cholernie mnie zaskoczył!

Docieramy do hotelu i kiedy tylko przekraczam próg naszego pokoju, opada mi szczęka. Jest naprawdę wypasiony, ekskluzywny i chyba pierwszy raz w życiu widzę coś takiego na oczy.
- Mam nadzieję, że Ci się podoba - Jason przystaje obok i drapie się nerwowo w kark.
- Jest cudownie... - mówię cichutko, ale jestem nieco przytłoczona. Musiał wydać na to kupę kasy.
- Podoba mi się to łóżko, Kochanie - bierze mnie w swoje ramiona i porusza zabawnie brwiami.
- Jest ogromne! Zaprosiłeś jeszcze kogoś? - obejmuję go za szyję, oblizuję usta i uśmiecham się zadziornie.
- Co Ci chodzi po głowie, Kotku? - mruczy cichutko do mojego ucha - Nie mam zamiaru z nikim się Tobą dzielić, nigdy! Jesteś moja, Em. Zawsze będziesz! - lubię, kiedy podkreśla, że jestem jego.
- Wiem... a Ty jesteś mój - odchylam głowę i patrzę w jego przepiękne oczy - Mam to na papierze, Skarbie.
- Bardzo mi się to podoba - całuje mnie w czule w nos - Jak się czujesz, wszystko w porządku?
- Tak, jest dobrze. Może jestem trochę zmęczona - lot był dość długi i siedzenie w jednym miejscu nie było fajne, chociaż lecieliśmy w pierwszej klasie. Jednak jestem w ciąży i to wiele tłumaczy.
- Weźmiemy kąpiel, odprężysz się i położysz, dobrze? - uwielbiam, kiedy taki jest!
- Jest dość wcześnie - spoglądam na zegarek - Dochodzi dopiero czternasta, może wyjdziemy gdzieś?
- Najpierw musisz odpocząć, tak? Potrzebujesz tego, Em i doskonale wiesz, że nie możesz się przemęczać. Prześpisz się, a wieczorem zabiorę Cię w jakiś super miejsce, co Ty na to?
- Dobrze... - mówię cichutko i składam na jego ustach czuły pocałunek.

Po cudownej, gorącej i odprężającej kąpieli, leżymy w ogromnym łóżku wtuleni w siebie. Jason głaszcze moje plecy, mruczę cichutko i zamykam oczy pod wpływem tego uczucia. Jest tak cholernie dobrze!
- To niesamowite, że jesteś moim mężem - nie wiem, dlaczego, ale zawstydzam się.
- Tak... to niewiarygodne. Po tych wszystkich złych rzeczach, które się wydarzyły, nadal trwamy obok siebie i jesteśmy małżeństwem. Ba! Na dodatek będziemy rodzicami i to szalone, że w tak krótkim czasie wydarzyło się aż tyle. Niczego bym nie zmienił, wiesz? Cieszę się, że jesteś moją żoną... cieszę się, że będziemy mieli dziecko.
- Naprawdę? - zaciskam usta, ale chce mi się płakać po jego słowach. To piękne.
- Oczywiście, Kochanie. Owszem, na początku przeżyłem spory szok, totalnie się tego nie spodziewałem i niestety pozwoliłem, żeby gniew wyszedł ze mnie, ale... - zacina się na moment i opiera swoje czoło o moje - Jesteś dla mnie wszystkim, Skarbie. Odmieniłaś moje życie, mnie samego i szaleję na Twoim punkcie.
Uśmiecham się szeroko i cmokam go w usta. To prawda... tak bardzo zmienił się od początku naszego związku. Mimo, że gniew czasami daje o sobie jeszcze znać to w porównaniu z początkiem, jest to ogromny krok na przód. Jestem z niego bardzo dumna, bo naprawdę bałam się, że może tego nie okiełznać. Mimo wszystko zrobił to z miłości do mnie. Czy może być coś piękniejszego? 




                             


***************************************************************
Hello :)

Może to głupie, ale... kiedy poprawiałam przed chwilą błędy, zanim dodałam rozdział miałam łzy w oczach. Nie wierzę, że to wszystko tak dobrze się skończyło. Mimo iż to TYLKO opowiadanie, cholernie się z nim zżyłam. LIND było moim pierwszym opowiadaniem, dopiero się uczyłam i teraz wiele rzeczy napisałabym inaczej, ale... jakie to ma teraz znaczenie? Mimo wszystko, jestem dumna z ANB :')
Tak... Emma i Jason wzięli ślub. Ten rozdział pisało mi się zajebiście dobrze! Z uśmiechem na ustach i ze wzruszeniem. Wiele przeszli, ale udało się i teraz mogą cieszyć się sobą i spokojem :')
W ostatniej chwili wpadłam na to, aby dodać tą wzmiankę o ślubie z pierwszej części. Myślę, że pasuje tutaj idealnie. Wtedy to były tylko odległe plany... teraz wszystko jest dla nich rzeczywistością :)
A to nasze słodziaki :D - KLIK -

No nic, to tyle. Następny rozdział to już epilog :)

Buziam was dziubki :*

Kasia.






14 komentarzy:

  1. piękny <333 szkoda że już koniec ;(((

    OdpowiedzUsuń
  2. taki slodki awwww
    szkoda, ze juz koniec xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Rycze! Znowu rycze! :( Zżyłam się z tym opowiadaniem, byłam prawie od początku i to jest coś pięknego być z nimi przez ten cały czas, wszystkie wzloty i upadki, wszystkie czułe słówka i te już mniej czułe... A teraz ślub, dziecko! Lepszego zakończenia chyba sobie nie mogłam wymarzyć! CUDO *-*
    Buziaki i do ostatniego, niestety :(

    OdpowiedzUsuń
  4. nie wierze że to już koniec. głupio się zapytać ale będzie 3 część ?
    cudny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiammmmmmm ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy pojawi się epilog?

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czekam na epilog!
    A tymczasem zapraszam do mnie. :)
    Dopiero się rozkręcam ale pomysł jest.
    http://huntjj.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Aaugh! Wchodzę dziś, spostrzegłam się ze nie ma mojego komentarza! Jak zwykle nie kliknąłam "opublikuj". Głupia ja. No więc przepraszam, ale teraz już napisze komentarz.
    Hhhm, wiec kocham to opowiadanie całą sobą, bardzo mocno. Dla mnie Jason i Emma będą w moich sercach na zawsze. Wiele się nauczyłam dzięki temu opowiadaniu. Kocham, poprostu kiedy myślę, że to koniec, to płakać mi się chce, już nie będę myślała co u Emmy i Jasona, nie będę tu wchodzić po 6000 razy dziennie. Ale dla mnie Jason i Em, są gdzieś gdzie zawsze będą szczeliwi, nie ważne, że to opowiadanie. Ożywiaś bohaterów tego opowiadania. Dziękuję Ci za to bardzo, za czas który dla nas poświęciłaś :') <3

    OdpowiedzUsuń
  10. przesliczny rozdzial oczywiscie musialam sie pobeczec jak dziecko ale co tam przy tak pieknym opowiadaniu to nawet wypada

    OdpowiedzUsuń

Statystyka

Layout by Yassmine