8 grudnia 2014

Rozdział 15.

W niedzielny poranek budzą mnie wymioty. Biegnę do łazienki i zwracam całą zawartość żołądka. Nic oprócz wody w nim nie ma, ale męczy mnie niemiłosiernie. Nie jadłam od wczoraj i doskonale zdaję sobie sprawę, jak bardzo złe jest to dla dziecka. Martwi mnie to, że nie mogę jeść i ciągle wymiotuję. Jednak wyczytałam, że na początku ciąży jest to całkowicie normalne. Tylko ile jeszcze dam tak radę? Przez to jestem potwornie słaba i brak mi sił.
Biorę prysznic, przebieram się w krótkie spodenki i bluzeczkę w kwiatki. Jason nie spał dzisiejszej nocy w domu i na tę myśl, coś boleśnie zaciska się w moim sercu. Kręcę głową i odpycham od siebie te myśli, nie chcę się tym teraz zadręczać. Zamykam drzwi od naszego pokoju i schodzę na dół. W salonie od razu dostrzegam chłopców, którzy zostali u nas na cały weekend. Jest też Sara i Lilly. Fajnie móc niczym się nie stresować, zazdroszczę im.
- Cześć wam - witam się cicho, ale natychmiast wpatrują się we mnie uważnie.
- Hej, Em - pierwszy odpowiada Chris i skanuje moje ciało. Po wczorajszym wrzasku Jasona, już wszyscy wiedzą. 
Nie mogę znieść ich spojrzeń, przechodzę do kuchni i nalewam szklankę wody, przenoszę się do nich z powrotem i siadam obok Lilly i Matta. Widzę, jak dziewczyna niepewnie się do mnie uśmiecha i z grzeczności wysilam się na lekki uśmiech. Każdy skupia się na programie w tv, ale wyczuwam jak napięta jest atmosfera. Zastanawia mnie, gdzie nocował Jason. Dlaczego nie wrócił na noc do domu? Czy aż tak bardzo zabolała go wiadomość o dziecku? Owszem, nie spodziewał się tego, ale ja również! Jakoś daję radę i dodatkowo muszę się cholernie męczyć, a on? Strzelił focha i po prostu sobie poszedł! Myślałam, że skoro mnie kocha i tak wiele razem przeszliśmy, jego reakcja będzie nieco inna. Spodziewałam się złości ale to, że nie wrócił na noc zabolało mnie zdecydowanie bardziej. Wyszedł i ot tak mnie zostawił, jakbym była bez uczuć i nie potrzebowała jego wsparcia i troski. 
- Wiecie gdzie jest Jason? - pytam, ale nie wiem sama do kogo kieruję to pytanie. 
- Jest w domu nad morzem - odpowiada Hiub i widzę zmartwienie na jego twarzy.
- Rozumiem - mówię szeptem i odwracam głowę w stronę drzwi. Mocno zaciskam usta, bo tak bardzo chce mi się płakać! Czuję się jak opuszczone dziecko, którego nikt nie kocha, ani go nie chce. Potrzebuję Jasona! Chcę żeby mnie przytulił, powiedział że będzie dobrze i na pewno sobie poradzimy. Jednak mogę o tym tylko pomarzyć...
- Powinien dzisiaj wrócić - znowu słyszę głos Hiuba, ale natychmiast się złoszczę.
- Niech robi co chce, Hiub. Jakoś mi wszystko jedno w tej chwili - od razu po tych słowach czuję mocny uścisk w żołądku. Odstawiam szklankę na stół, biegnę do łazienki i znowu wymiotuję. Szlocham przy tym i mam serdecznie dość! Jestem rozżalona, smutna i sama. Jednak szybko ocieram łzy, nie będę się nad sobą użalać. Muszę być twarda! Opłukuję usta wodą, podpieram ręce o umywalkę i oddycham głęboko.
- Emma - słyszę głos Alexa. Boże! Czego on ode mnie chce? Nie powinien się o mnie troszczyć ani mną przejmować. Ma dziewczynę do cholery! Na pewno jest jej przykro, kiedy na to patrzy.
- Wracaj do Sary, Alex. Dam sobie radę - mijam go i wychodzę z łazienki.
Od razu udaję się do naszego pokoju. Biorę torebkę, zakładam baleriny i kiedy schodzę ze schodów, czuję spojrzenia wszystkich osób na sobie. Tego też mam dość! Mam kurwa dwie głowy?
Zaciskam usta i wychodzę z jego domu, kieruję się prosto do parku. Potrzebuję świeżego powietrza i pobyć trochę sama. Nawet przez chwilę myślę czy nie zadzwonić do Any, ale odrzucam tę myśl od siebie. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać, tłumaczyć, przekonywać. Wolę to zatrzymać w sobie, skoro mojego narzeczonego nie obchodzi jak się w tej chwili czuję, to czy ważne jest zdanie innej osoby? No właśnie...


W parku siedzę dobre trzy godziny. Pogoda dzisiaj jest piękna, świeci słoneczko, wieje przyjemny wiatr i jest mnóstwo ludzi w parku. Dzieci krzyczą roześmiane, ciapią się w fontannie a inne zjeżdżają na zjeżdżalni. Nie wiem dlaczego, ale uśmiecham się kiedy to widzę. Przykładam dłoń do brzucha i czuję, jak moje serce dziwnie przyśpiesza. Dociera do mnie, że niedługo też będę tutaj przychodzić z moim własnym dzieckiem. Może nawet będę siedzieć na tej samej ławce i kołysać je delikatnie w ramionach? To takie dziwne i niesamowite. Spadło to na mnie zdecydowanie jak grom z jasnego nieba... zbyt wcześnie, niespodziewanie. Jednak jestem zaskoczona tym, jak łatwo się z tym pogodziłam. Po prostu będę mamą, mam w sobie dziecko i tylko to się teraz liczy.


Nie wracam do domu Jasona, idę do rodziców. Kiedy tylko dostrzegam mamę w kuchni, przytulam się do niej i widzę jest zaskoczone spojrzenie. Głaszcze mnie po plecach, po włosach i wybucham płaczem. Trzęsę się, szlocham, ale chcę pozbyć się ciężaru z mojego ciała. 
Zbyt dużo się na mnie zwaliło i sama nie umiem sobie z tym poradzić. Mama uspokaja swoim dotykiem. Jest mi tak dobrze w tym momencie...
- Co się stało? Dlaczego płaczesz? - odgarnia moje włosy z twarzy, kiedy odrywam się od jej ciepłych ramion. 
- Jestem w ciąży - te słowa same wychodzą z moich ust i nawet jest mi obojętne teraz, czy na mnie nakrzyczy. 
- W ciąży? - widzę, jak bardzo jest tym zaskoczona, przysiada na krześle i schyla głowę. 
- Tak, mamo... w ciąży - odpowiadam po chwili milczenia - To ósmy tydzień.- Och, już tyle? - podnosi głowę i wpatruje się w moje oczy - To dlatego nic nie zjadłaś ostatnio, byłaś dziwnie cicha i blada - tak dobrze mnie zna. 
Ja jedynie przytakuję głową i zakładam ręce na piersiach. Kiedy do mamy wreszcie dociera ta wiadomość, przytula mnie znowu i wreszcie czuję bezpieczeństwo, którego tak potrzebowałam. Pragnęłam dostać je od chłopaka, którego kocham najmocniej na świecie, jednak on wolał tą wiadomość przeżywać w samotności. Cóż... jego wybór. 
- Nie chcesz na mnie nakrzyczeć? Jak bardzo jestem nieodpowiedzialna, dziecinna, nie gotowa na bycie mamą? 
- Nie, córeczko. Jak mogłabym to zrobić? Przecież jesteś moim dzieckiem i zawsze będę Cię wspierać. Owszem, jestem w szoku, bo totalnie się tego nie spodziewałam. Jednak co mogę zrobić w takiej sytuacji? Czy jakikolwiek krzyk tutaj pomoże? Nie powinnaś się denerwować w takim stanie. 
- Za późno na to, mamo. Jason funduje mi stres za dziesięć osób - odpowiadam cicho i spuszczam głowę. 
- Dlaczego? Co się stało? - opowiadam mamie reakcję mojego narzeczonego na wieść, że zostanie ojcem. Mama jednak słucha uważnie i wcale nie widzę, aby była tym bardzo zaskoczona - Och, Kochanie, daj mu trochę czasu. To dla niego nowa sytuacja, musi się przyzwyczaić. Zaskoczyłaś go tak samo jak mnie, ale zobaczysz, będzie dobrze. 
- Potrzebuję wsparcia, mamo! - dlaczego go cholera usprawiedliwia? - Potrzebuję jego, żeby mnie przytulił, pocieszył... po prostu był. A on spieprzył jak tchórz i nie widziałam go od wczoraj - przykładam dłoń do czoła i czuję się dziwnie zmęczona - Naprawdę nie jest mi łatwo - podnoszę głowę i spotykam jej zatroskane spojrzenie, ból, wsparcie i otuchę - Nie mogę jeść, wymiotuję po dwadzieścia razy dziennie, nudności męczą mnie cały czas! 
- Też tak miałam, Kochanie. Niestety taki stan trzymał mnie prawie do czwartego miesiąca.
- Boże! Do czwartego? - nie wierzę! - Ja się chyba wykończę! To jest okropne!
- Jeśli będzie działo się coś złego, pójdziemy do lekarza. Jednak musisz zacząć jeść, bo dziecko tego potrzebuje.
- Wiem, mamo. Nie wiem tylko jak mam to zrobić, skoro zaraz i tak wszystko zwymiotuję. 
- Odpocznij teraz, dobrze? Nie wyglądasz najlepiej, jesteś strasznie blada. Zostaniesz tutaj?
- Tak, nie chcę wracać dzisiaj do domu Jasona - odpowiadam cicho, cmokam mamę w policzek i idę do siebie. 
Mimo, iż dochodzi dopiero trzynasta zrzucam z siebie spodenki, koszulkę i zakładam jedynie czarną bokserkę. Podchodzę do lustra i widzę w odbiciu lekkie wybrzuszenie. Rozczula mnie ten widok i przykładam dłoń do brzucha. Uśmiecham się pod nosem, opuszczam koszulkę i układam się do mojego ukochanego łóżka. Myślę o reakcji mamy na wieść o ciąży i jestem tym cholernie zaskoczona. Myślałam, że na mnie nawrzeszczy, chociaż nigdy tego nie robiła. Jednak cieszę się, że chociaż ona okazała mi wsparcie. Przygotowywałam się na potwierdzenie ciąży przez kilka ostatnich dni. Podświadomie czułam, że coś jest nie tak, mimo, iż bardzo nie chciałam dopuścić do siebie takiej myśli. Jednak cóż mogło być lepszym potwierdzeniem niż to małe wybrzuszenie w moim brzuchu, wymioty i brak apetytu? Nawet lekarz nie był mi do tego potrzebny. Szkoda, że Jason ma to w nosie i bóg wie co teraz robi...

Po popołudniowej drzemce, która zdecydowanie dobrze mi zrobiła, siedzę w ogródku i próbuję wcisnąć w siebie naleśniki, które zrobiła mi mama. Zawsze je uwielbiałam i prosiłam, aby robiła je jak najczęściej. Teraz jednak ich zjedzenie przychodzi mi z ogromną trudnością, na sam zapach mój żołądek wywraca się na drugą stronę. Mama zerka na mnie ze współczuciem, ale nic nie może zrobić aby mi ulżyć. Odsuwam talerz, nie dam rady tego zjeść.
- Tylko tyle? To pół naleśnika, Em - mówi cicho wzdycha ciężko i kręci głową zrezygnowana. 
- Przepraszam... sam ich zapach mnie po prostu zabija - zaciskam usta i zakładam ręce na piersiach.
- Może masz ochotę na coś innego? Kanapki? Jajecznica? Albo płatki?
- Płatki plus mleko? Odpada... po mleku wymiotuję najbardziej. A jest pitny jogurt? 
- Tak, zrobiłam wczoraj mały zapas - mruga do mnie wesoło z nadzieją, że może to przejdzie przez moje gardło. Wstaję i wyciągam borówkowy jogurt z lodówki, znowu przechodzę do ogrodu i pociągam mały łyk. Nie wiem czy to dobry pomysł, bo to również nabiał ale coś muszę zjeść do cholery! Jednak o dziwo jogurt dobrze wchodzi i mój żołądek nie zaciska się boleśnie - Dobrze Ci idzie - mama uśmiecha się do mnie znowu i wystawia kciuk do góry. 
Słyszę nagle dzwonek mojego telefonu, szybko przechodzę do salonu i biorę go z komody. Na wyświetlaczu widzę zdjęcie mojego narzeczonego i zastanawiam, się czy w ogóle odebrać. Przypomniał sobie o mnie?
- Cześć - oddycham głęboko, chrząkam, ale mój brzuch zaciska się z nerwów.
- Gdzie jesteś, Em? - jego głos jest dość surowy, ale bardzo zmartwiony.
- U mamy, co się stało? - cholera! Mój oddech natychmiast przyśpiesza.

- Nie, po prostu się martwiłem - co takiego?! To jakiś żart? - Kiedy wrócisz do domu?
- Jeszcze nie wiem... wydaje mi się, że zostanę tutaj na kilka dni.
- Jak to zostaniesz tam przez kilka dni, Em?! To przy mnie jest Twoje miejsce. Proszę, wróć.

- Tak będzie najlepiej w tym momencie, Jason. Możesz mnie odwiedzić, jeśli chcesz.
- O czym Ty mówisz, dziecinko? - och, dawno tak do mnie nie mówił - Muszę Cię zobaczyć.
- Jesteś na mnie zły, potrzebujesz chwili dla siebie więc zostanę w domu, to proste. 
- Nie, nie zostaniesz. Wróć w tej chwili, abo sam tam pójdę i zabiorę Cię siłą - co?! 
- To nie jest najlepszy pomysł, Jace - opieram się biodrem o komodę i bawię końcówkami włosów.
- Emma... czekam na Ciebie - jego zmienia się. Łagodnieje i wyczuwam w nim troskę i czułość.
- Jace... - zaczynam, ale nie pozwala dokończyć mi zdania. Świetnie!
- Zrób to dla mnie, dobrze? Po prostu przyjdź i tyle. Pośpiesz się, Kochanie.

Nic nie odpowiadam, bo zrywa połączenie. Stoję w miejscu i nie wiem, co powinnam zrobić w takiej sytuacji. On potrzebuje przyswoić sobie tą wiadomość do siebie. Po co mam z nim teraz być, skoro uciekł ode mnie do swojego drugiego domu? A może chce ze mną porozmawiać i po prostu zakończyć nasz związek? Coś ściska mnie za serce i przykładam dłoń do czoła, muszę się tego dowiedzieć i postanawiam jednak do niego pójść. Przebieram się raz dwa w czarne jeansy do łydki i białą, dopasowaną bluzeczkę. Zakładam na nogi sandały i schodzę na dół.
- Idę do Jasona, mamo. Chce porozmawiać - przewracam oczami i wkładam telefon do torebki.
- Najwyższa pora, córeczko. Trzymam kciuki - mruga do mnie okiem - Będzie dobrze, Kochanie.
- Mam nadzieję - odpowiadam cicho, macham jej i wychodzę z domu.

Idę przed siebie, ale dziwnie boję się tego, co mnie czeka. Jason jest nieprzewidywalny i już raz mnie zostawił. Czy byłby problem zrobić to znowu? Pewnie nie i kiedy dociera do mnie ta myśl, w moje ciało uderza fala paniki pomieszanej z tęsknotą. Wspomnienia atakują moją głowę... przypominam sobie, kiedy odszedł po tym, jak mnie uderzył. Jak cierpiałam, moje serce i życie było wtedy rozpieprzone na milion kawałków i zajęło mi dużo czasu, aby poskładać to wszystko do kupy. Naprawdę wszystko ma się znowu powtórzyć? Tym razem byłoby o wiele gorzej, bo nie mogłabym się poddać, musiałabym walczyć dla dziecka, która noszę w sobie. 


Docieram do jego domu i pojawiam się w salonie. Dostrzegam całą paczkę. Siedzą przez telewizorem, piją piwo, zajadają chipsy i dobrze się bawią. Uśmiecham się smutno, ale zazdroszczę im tego spokoju. Mają wszystko w nosie, kiedy ja muszę martwić się o swój los i mojego dziecka. Czy łaskawie jego tatuś zechce uczestniczyć w jego życiu, czy może wymiksuje się z tego i zostaniemy sami. Mimo wszystko, muszę być silna.
- Emma, martwiliśmy się - Hiub przerywa ciszę i spogląda na mnie. Mam ochotę się roześmiać.
- Żyję, jak widać - prycham pod nosem
. Każdy się martwił, ale nikt nie miał jebanej odwagi aby do mnie zadzwonić.
- Jak się czujesz? - pyta Matt. Widzę w jego oczach to samo, co wtedy, kiedy cierpiałam po rozstaniu z Jasonem - współczucie. Od razu chce mi się beczeć, bo jestem w ciąży, a nie umieram do cholery!
- W porządku - odpowiadam niepewnie, ale z uśmiechem. Nie dam po sobie poznać, jak bardzo jest mi ciężko - Będę mamą, to chyba wystarczający powód do radości, prawda? - widzę lekki szok na twarzach chłopców. 

- Emma? - nagle z kuchni wychodzi Jason. Gapi się na mnie z lekko uchylonymi ustami i marszczy brwi. Zaciskam szczękę, ale niech robi sobie, co chce. Mam zamiar zaakceptować każdą jego decyzję. Jeśli jednak zostawi nas i wyjdę z tego domu, nigdy do niego nie wrócę. Dziecka też nie zobaczy, skoro nie chce mnie, jego również. Może nadal prowadzić swoje beztroskie życie singla i zaliczać panienki, jak robił to kiedy mnie nie znał - Chyba musimy porozmawiać - mówi cicho, podnoszę się ze swojego miejsca i wchodzimy na górę. 
Zamyka drzwi, odwraca się w moją stronę i czekam na to, co ma mi do powiedzenia. 

Czy tak ma wyglądać nasz koniec?






**************************************************************
Kurwa! Pomyliłam rozdziały i dodałam zły! Jestem taka zakręcona!
No cóż, trudno. Kto zdążył przeczytać ciiiiiiiiiiiiiiiiiii :P
A kto nie, to przeczyta jak dodam hue hue :D






28 komentarzy:

  1. Napisz 16 PROSZĘ PROSZĘ PROSZĘ PROSZĘ!!! Nie dam rady wytrzymać Do jutra czy di środy PROOOOOOOSZE!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam uwielbiam uwielbiam!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja sie chyba załamie, ciekawość mi nie daje spokoju <3.Jasno kutas powinien być z nią a nie odpierdalać takie akcje -.-

    OdpowiedzUsuń
  4. Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału!

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahhaha aaa jaa wiem co bedzie w następnym :P Hahahahaha Zajebisty! No Jace ogar! Hahah ❤️❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co? Jak to wiesz, o co chodzi, nie rozumiem :P

      Usuń
    2. Musiała widzieć jak Kasia dodała przez przypadek zły rozdział :)

      Usuń
    3. Tak, pomyliłam się i przez przypadek dodałam rozdział 16 zamiast 15.
      Mój błąd.

      Usuń
    4. Jaki tam błąd, każdemu może się zdarzyć, jesteś tylko człowiekiem ;]

      Usuń
  6. Oooo, koocham! :*
    A teraz będę w nocy zamiast spać, to wymyślać co się stanie, eeh ^^
    Chciałabym mieć taki talent... Szczególnie na polskim, chociaż nie narzekam ^^
    Dziś jeszcze przed domem sprawdzam szybko czy rozdział jest na Fatal Mistake, no i był! I tak się wczułam, zaczytałam, wyłączyłam, że mnie autobus do szkoły odjechał :P
    Ale cóż, spacer jest zdrowy, zwłaszcza z rana, 2 km, kochana, co Ty ze mną robisz?! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Eh, zawsze wchodzę kilka razy jak ma być rozdział a dzisiaj nie mogłam a akurat bym wiedziała :( no trudno :( świetny rozdział !

    OdpowiedzUsuń
  8. No nie. a mialam wczesniej wejsc ale sobie pomyslalam ze pewnie nie bedzie. Ale dobrze ze weszlam to chociaz przeczytalam ten dobry.
    Boze juz nie moge sie doczekac co bedzie w 16 rozdziale jsjshdjd
    Nie wytrzymam do jutra czy nawet do środy
    @aga_belieber

    OdpowiedzUsuń
  9. to nie fer że my musimy czekać na następny dłużej a niektórzy go już przeczytali :/ super ten rozdział ... mam nadzieje że Jason nie zrobi pomyłki i jej nie rzuci ... czekam na następny :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba było wejść, wtedy co dodała.

      Usuń
  10. t nie bedzie kniec,napewno, czekam na nn kocham :**

    OdpowiedzUsuń
  11. Dodasz dzisiaj rozdział? Proszę juz nie mogę się doczekać co będzie piszesz niesamowicie zazdroszcze talentu :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Swietny! Ale sadze ze to nie fair ze oni juz czytaliXD @94BlEBERR

    OdpowiedzUsuń
  13. Dodaj dzisiaj ten następny, bo to nie fair troszkę;/

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziewczyny, co jest nie fair? Przepraszam, ale po prostu się pomyliłam, tak? Rozdział był na blogu dosłownie 3 minuty! Bez przesady, serio. Zwykła pomyłka, nie zrobiłam tego specjalnie i sama jestem na siebie o to zła.

    OdpowiedzUsuń
  15. Błagam dodaj dzisiaj kolejny ♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  16. Boże jestem taka ciekawa... :/ ugh nienawidze czekać...

    OdpowiedzUsuń
  17. Kieeeeedy nowy? ❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam nadzieje ze się wszystko ułoży :)

    OdpowiedzUsuń

Statystyka

Layout by Yassmine