15 grudnia 2014

Rozdział 18 - EPILOG


Mija sześć miesięcy od naszego ślubu i ledwo kilka dni od narodzin naszego syna. Jest ciepłe, majowe popołudnie i kiedy właśnie karmię naszego małego głodomora, do pokoju wchodzi Jason. Uśmiecha się i przysiada obok.
- Jak tam, Kochanie? - spogląda na mnie, ale po chwili przenosi wzrok na maluszka. Dotyka palcem jego maleńkiej piąstki, którą malec zaciska na wielkim palcu tatusia. Rozczula mnie to za każdym razem...
- Dobrze, mały ma apetyt - głaszczę go po główce i przeczesuję jego ciemne włoski.
- Bardzo mnie to cieszy, tak ma być. Musi być duży i silny jak tatuś, prawda Mason? - Jace układa się na brzuchu i teraz już całkowicie skupia uwagę na dziecku. Wpatruje się w niego i uśmiecha uroczo. Nigdy nie sądziłam, że tak cudownie odnajdzie się w roli ojca. Obawiałam się, jak to wszystko będzie wyglądać. Czy będzie chciał się nim zajmować, czy potrafi pokochać go tak mocno, jak mnie. Moje obawy jednak były bezpodstawne, bo Mason zawładnął światem Jasona, który po prostu go wielbi. Kąpie go i przewija, śpiewa mu kołysanki i zawsze opowiada jakieś ciekawe historyjki. Nawet gdy maluszek nic nie rozumie, z ciekawością wpatruje się w Jasona - Tatuś kupił Ci pieluszki, wiesz? I super wypasiony samochodzik, tylko musisz jeszcze troszeczkę urosnąć - uśmiecham się na jego słowa, ale zawsze rozmawia z nim i opowiada, jak spędził dzień. To takie słodkie i rozczulające.
- Kupiłeś wszystko, co Ci spisałam? - odklejam Masona od piersi i poprawiam stanik.
- Oczywiście, Skarbie - mruga okiem i uśmiecha się szeroko - Jak się dzisiaj czujesz?

- Trochę lepiej - poprawiam bluzkę i krzywię się, kiedy próbuję przekręcić się na plecy.
- Hej, pomogę Ci - Jason doskakuje do mnie, delikatnie chwyta mnie za ramiona i pomaga mi się wygodnie ułożyć - Boli mnie serce, kiedy znowu muszę patrzeć na to, jak cierpisz - mówi smutno, pochyla się i całuje mnie w czoło.
- Dam radę, Jace... nie martw się tyle, dobrze? Miliony kobiet na całym świecie rodzi dzieci, spokojnie. 
- Kurcze, jesteś taka dzielna. Wiesz? - przykłada dłoń do mojego policzka i przesuwa po nim kciukiem - Rozkroili Ci brzuch, a Ty mówisz beztrosko, żebym był spokojny i dasz radę? Jesteś niesamowita, Kotku.
- Minie parę tygodni i będę jak nowa. Wrócę do żywych i będę śmigać na spacery z małym.

- Co do spacerów... masz może ochotę posiedzieć w ogrodzie? Jest piękna pogoda, a Mason wreszcie odetchnie świeżym powietrzem. Co Ty na to? - och, to miłe, że o tym pomyślał. Przytakuję głową i uśmiecham się szeroko - Super. Pomogę Ci się przebrać i trzeba założyć coś cieplejszego na małego, żeby nie zmarzł.
- Jace, na dworze jest bardzo ciepło, spokojnie. Otulimy go kocykiem i to w zupełności wystarczy.

- Ty jesteś tutaj szefową, Skarbie. Ja się na tym kompletnie nie znam - mruga okiem i pomaga mi wstać z łóżka.
Chwilę później przebieram się w wygodne legginsy i bokserkę. Pogoda faktycznie sprzyja i Jason zanosi mnie na rękach do ogrodu. Ostrożnie sadza na wygodnym fotelu i faktycznie prawie nie odczułam bólu. Mruga do mnie zadziornie i przynosi mi zimny sok. Obok nas w wózku śpi Mason i bardzo podoba mi się ta cisza i spokój.
- To niesamowite, że mamy dziecko - słyszę cichy głos Jasona i spoglądam na niego - Tak cholernie się bałem, a teraz nawet nie wyobrażam sobie, aby Masona nie było na świecie - uśmiecham się na jego słowa, bo jest to coś cudownego! Jak to możliwe, że tak bardzo potrafił się zmienić? - Naprawdę jestem najszczęśliwszym facetem pod słońcem, Kochanie - spogląda na mnie i pociera kciukiem mój policzek - Zdecydowanie chcę mieć więcej dzieci - porusza zabawnie brwiami, a ja wbijam się w szok! Czy on naprawdę to powiedział?!
- Co takiego? Jak to chcesz mieć więcej dzieci, Jace? Skąd ta nagła zmiana, hmm?

- Mały nie powinien być jedynakiem. Musi mieć rodzeństwo, żeby miał się z kim bawić. Ale dajmy mu trochę podrosnąć - tu się zgodzę. Sama jestem jedynaczką i zawsze brakowało mi towarzystwa.
- Jesteś niemożliwy - kiwam głową i prycham pod nosem - Ale bardzo mnie tym zaskoczyłeś. 
- Spodobało mi się posiadanie dzieci. Spójrz tylko na naszego maleńkiego chłopca, jest cudowny! 
- Czy ktoś tutaj wspominał o maleńkim chłopcu? - nagle naszą rozmowę przerywa głos Alexa. Przekręcam głowę i uśmiecham się szeroko. Właśnie wchodzi do ogrodu razem z Sarą, którą obejmuje ramieniem. Wyglądają razem naprawdę słodko! - Cześć wam! Jak się ma nasz mały przystojniak? - podchodzi do wózka i zagląda do małego. 
- No siema, ziomek - Jason przybija z nim żółwika, kiedy siada obok. Przytula również siostrę i czochra jej włosy. Natychmiast posyła mu mordercze spojrzenie - No, no... piękniejesz moja droga. Czyżby mój przyjaciel tak na Ciebie działał? - porusza zabawnie brwiami, ale Sara uderza go w ramię - Auć! Za co to?!
- Za to, że jesteś takim debilem - Alex przewraca oczami i pochyla się, aby cmoknąć mnie w policzek.

- Hej, malutki. Ciocia Sara przyniosła Ci prezent - uśmiecham się na ten widok. Jason wstaje, podchodzi do niej i teraz oboje patrzą na małego. Cieszę się, że Jason ma tak świetny kontakt z siostrą. 
- Jak się czujesz, Em? Wyglądasz kwitnąco, wiesz? - och... zawstydzam się na jego słowa.
- Serio? Nie powiedziałabym, jednak czuję się nie najgorzej. Jakoś muszę dać radę, nie?

- Jesteś cholernie dzielna - marszczę czoło i wpatruję się w jego oczy - Urodziłaś dziecko, a wszyscy wiemy, że nie było łatwo - zaciskam usta, schylam głowę i bawię się palcami. Tutaj niestety ma rację - Jason bardzo to przeżył. Kiedy siedzieliśmy na tej sami operacyjnej i robili Ci cesarkę... gdybyś go widziała, Em. Prawie wyszedł z siebie i stanął obok - uśmiecha się smutno i zerka na przyjaciela - Ciągle powtarzał, że to niemożliwe, iż chcą Cię rozkroić! Chciał tam po prostu wejść i wystrzelić wszystkich w kosmos! - prycha pod nosem, ale szturcham go w ramię i uśmiecham się szeroko. Wyobrażam sobie, co musiał wyprawiać w poczekalni. Fakt, nie mogłam urodzić naturalnie, bo moja miednica była zbyt wąska. Było z tym trochę problemów, aż wylądowałam na sali operacyjnej. Lekarze zwlekali zbyt długo, ale najważniejsze jest to, że mój nasz maleńki syneczek jest cały i zdrowy - Ten gość mnie zadziwia - kręci głową, kiedy patrzy na Jasona - To na pewno ten sam człowiek?
- Tak, chyba tak. Sama jestem pod ogromnym wrażeniem, ale cieszę się.
- Ja też... zasługujecie na szczęśliwe życie. Nareszcie wszystko jest na swoim miejscu.
- To prawda. Ale dość o nas, powiedz mi lepiej, jak układa Ci się z Sarą. 

- Świetnie - uśmiecha się czule - To naprawdę cudowna dziewczyna. Jest słodka, dobra, kochana, troskliwa i zależy mi na niej. Staram się, wiesz? Naprawdę jestem dzięki niej szczęśliwy.
- Bardzo mnie to cieszy, Alex... nawet nie masz pojęcia jak bardzo - dotykam jego dłoni i ściskam palce. 

Trzy godziny później, Alex z Sarą zbierają się do domu. Ten czas spędzony z nimi bardzo mnie wyluzował i naprawdę potrzebowałam tego. Fajnie spotkać się z przyjaciółmi i miło spędzić czas.
- Dobrze... czas na nas, mała - Alex obejmuje Sarą ramieniem i uśmiecham się na ten widok. Naprawdę wyglądają razem idealnie! 
Chłopak jest wysoki, przystojny i dobrze zbudowany. Sara jest od niego niższa, szczupła i ma cudowne blond włosy. Kiedy tak na nich patrzę, wzruszam się i cieszę, że mój przyjaciel który obdarzył mnie uczuciem, znalazł sobie dziewczynę. Mam szczerą nadzieję, że nic już do mnie nie czuje. Sara zasługuje na to, aby jej chłopak myślał i kochał tylko ją - Do zobaczenia, trzymajcie się - machają i zostaniemy sami.

Kiedy przychodzi weekend i nasz synek jest na świecie ponad tydzień, zaczynają się odwiedziny. Pierwsi zapowiadają się moi rodzice, a zaraz po nich, rodzice Jasona. Kiedy tylko zerkają na Masona, od razu się w nim zakochują. Pattie trzyma go w ramionach i kołysze. Pasuje jej dzidziuś i dyskretnie mówię jej, że powinna się jeszcze o nie postarać. Mark mruga do mnie okiem i mówi, że wszystko jeszcze przed nimi. Są przecież jeszcze młodzi. Jednak Pattie posyła mu zaskoczone spojrzenie, uchyla usta i chyba czegoś takiego się nie spodziewała.

Kiedy odwiedza nas Ana z Maxem... płaczemy obie. Nie wiem, dlaczego... może dlatego, że mam dziecko? Albo dlatego, że doskonale wie przez co przeszłam z Jasonem? Albo po prostu ze wzruszenia? Nie wiemy, ale uśmiechamy się przez łzy i ocieramy sobie wzajemnie policzki. Kiedy dowiedziała się o mojej ciąży praktycznie opadła jej szczęka, była chyba bardziej przerażona niż ja. Jednak wspierała mnie przez cały ten czas i pomagała jak tylko mogła. Byłam jej za to ogromnie wdzięczna i naprawdę nie mogłam wymarzyć sobie lepszej przyjaciółki.

Kiedy karmię małego, do pokoju wchodzi Ana, od razu uśmiecham się do niej i kiwam głową żeby weszła do środka.
- Jest taki śliczny - mówi cicho i spogląda na Masona jak zaczarowana - Jest strasznie podobny do Jasona, ale ma Twój nosek - kiedy przestaję karmić, podaję go Anie i tuli jego drobne ciałko do siebie.
- Ty też będziesz miała dzieci, Ana... na pewno tak będzie - dotykam jej ramienia i ściskam delikatnie.
- Możliwe, to chyba fajne uczucie mieć dziecko, nie? - spogląda na mnie z rozczuleniem.
- Na razie się do tego przyzwyczajam, ale ten mały człowieczek zawładnął całym naszym światem.
- Będziesz najlepszą mamą na świecie, Em - przytulam się do jej boku i obie patrzymy na małego.
Kiedy wracamy do salonu widzę Jasona, który rozmawia swobodnie z Maxem. Śmieją się i coś gestykulują rękami. Podchodzimy do nich i kiedy tylko nas dostrzegają, Jason od razu wystawia ramiona i bierze ode mnie Masona.
- Teraz moja kolej, nie trzymałem go chyba ze dwie godziny - uśmiecha się szeroko i kręci głową.
- Ktoś tu jest zazdrosny - Ana nabija się z niego i wystawia język. 
- Żebyś wiedziała - mruga do miej wesoło - Jak tam synku? Najadałeś się? Mam nadzieję, że Ci smakowało - całuje go w czółko, a ja mocno zaciskam usta. Mason zaciska swoje małe piąstki, głośno cmoka smoczka i w ramionach Jasona wygląda na kruchą istotkę - Powiedz tatusiowi, co jadłeś? - Jason udaje, że słucha i po chwili uśmiecha się szeroko - Cycusia? Hmm... to musiało naprawdę dobrze smakować, co? - podnosi głowę i patrzy na mnie z czułością. Kręcę głową i przysiadam obok niego na kanapie - Wszystko w porządku, Kochanie? Dobrze się czujesz?
- Tak, jest okej - przytulam się do jego ramienia i przymykam oczy. Jest tak dobrze...

W dalszej kolejności odwiedzają nas Chris, Matt z Lilly, Eric, Tom i Hiub. Jest cały salon ludzi, ale ani trochę mi to nie przeszkadza. Mason ląduje z rąk do rąk, ale bardzo lubi jak ktoś go do siebie tuli. Rozgląda się z zaciekawieniem i ściska swoje małe piąstki. Krzyczy dopiero wtedy, kiedy jest głodny i teraz wszyscy przekonują się, że nie jest takim aniołkiem jak twierdzili.

Wieczorem kiedy leżymy we trójkę w łóżku i zerkamy na naszego maleńkiego synka który leży w środku. Zawinięty w rożek, zaciska swoje drobne piąstki i marszczy brewki. Jest zbyt mały, aby wiedzieć co się wokół niego dzieje.
- Jest idealny - słyszę szept Jasona i patrzę na niego - Tak jak Ty, Kochanie - och! - Zrobię dla was wszystko - patrzy na mnie z czułością i ściska moje palce - Kocham was najmocniej na świecie..



                               THE END




*************************************************************
Tak więc dotrwaliśmy wszyscy do końca :')
Nie wierzę, że to moje trzecie opowiadanie które właśnie dobiegło końca. Pamiętam jak dzisiaj, kiedy pisałam je z zapartym tchem w wakacje. Nie odrywałam się, bo wena była silniejsza. Jednak jestem dumna, że doprowadziłam to do końca. Wyszło tak, jak chciałam i nic bym nie zmieniła. Zdaję sobie sprawę, że tą drugą częścią (a raczej dopełnieniem pierwszej) rozczarowałam wiele osób. Może spodziewaliście się znowu akcji, jednak nie chciałam iść w tym kierunku. Skupiłam się na miłości dwojga ludzi, którzy muszą do niej po prostu dojrzeć.

Było wiele chwil zawahania, zrezygnowania kiedy dodawałam rozdziały, a niestety nikt nie zostawiał po sobie śladu. Nigdy nie pisałam dla komentarzy... nie jestem taką osobą. Robię to dla was, tych wiernych czytelników którzy zawsze znajdą chwilkę, aby napisać mi swoje zdanie. Doceniam to i cholernie mocno was za to kocham! Dziękuję za każde słowo, miłe jak i nie miłe. Za to, że nawet zakładaliście konta na google specjalnie dla mnie, co kompletnie rozpiedoliło moje serce. To cholernie miłe :')
Rany! Jestem dziwna, ale chce mi się beczeć! Mimo, iż was nie znam to bardzo się z wam zżyłam. Nie raz śmiałam się do monitora kiedy czytałam komentarze. Jesteście niesamowite i naprawdę jestem wdzięczna, że byłyście ze mną! To naprawdę wiele dla mnie znaczy, bo jestem amatorem jeśli chodzi o pisanie opowiadań. Jednak potrafiłyście docenić mój prosty język pisania i jestem zaskoczona, że przypadł wam do gustu :)

Co jeszcze mogę napisać... ach! Zostajemy oczywiście przy FM i OT :)
Jednak chciałam wam powiedzieć, że napisałam kolejne opowiadanie. TAK! CZY JA JESTEM KURWA NORMALNA?! :D
Hahaha... tsa, raczej nie bardzo! Ale podoba mi się, bo jest nieco inne. Oczywiście z Justinem w roli głównej, ale to chyba wiadome? ;) Ale w tym opowiadaniu Justin jest dobrym, kochającym chłopcem. Niestety miłość jest trudna i z przeszkodami, ponieważ na drodze staje surowy ojciec. Jest też akcja, bo bez tego byłoby po prostu nudno :)
Nie jestem pewna, czy macie ochotę na następne opowiadanie pisane przeze mnie. Dlatego w komentarzach proszę was o opinię. Jeśli dużo osób będzie "za" to niebawem startujemy. Jeśli nie będzie chętnych, to po prostu dam sobie spokój i zostawię to spokojnie na dysku :)

Moja ostatnia prośba... jeśli możecie, zostawcie po sobie ślad ten ostatni raz. Nawet jeśli wcześniej nie komentowaliście... zróbcie to tutaj po raz ostatni. Tak żebym wiedziała, ile was było tak naprawdę.

DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKO! 
KOCHAM!
KASIA.


Ps. Na koniec NIESPODZIANKA!
Musiałam to zrobić hahaha :D




Statystyka

Layout by Yassmine